Przeprowadzka z zeszytu do aplikacji w jeden weekend
Dziesiątki nazwisk w zeszycie to najczęstszy powód, dla którego salon zostaje źle zorganizowany. Pokazujemy, jak w jeden weekend przenieść bazę Klientów do aplikacji i zacząć ją naprawdę budować.
Rozmowa o zmianie systemu w salonie kończy się prawie zawsze w tym samym miejscu. Nie na cenie, nie na funkcjach. Na jednym zdaniu:
„Dobra, ale ja mam sto Klientek w zeszycie. Kto to przepisze?"
I to jest uczciwa obiekcja. Bo jeśli odpowiedź brzmi „no, trzeba usiąść i przepisać", to znaczy, że nowy system kosztuje nie kilkadziesiąt złotych miesięcznie, tylko kilka wieczorów poświęconych na porządkowanie bazy Klientów. Nikt na to nie ma czasu w sezonie.
Ile naprawdę kosztuje przepisywanie
Policzmy, bo to rzadko ktoś robi.
Jedna Klientka to imię i nazwisko, telefon, czasem e-mail, do tego notatka o tym, co lubi i na co uważać. Przy sprawnym przepisywaniu z zeszytu — czytelnego, swojego — to jakieś 40 sekund na osobę. Przy stu osobach wychodzi ponad godzina ciągłego stukania w klawiaturę.
Godzina to optymistycznie. W praktyce dochodzi to, czego się nie planuje: nieczytelny zapis sprzed trzech lat, dwa numery do tej samej osoby, „Kasia od paznokci" bez nazwiska, cztery strony z okresu, gdy zmieniałaś sposób notowania. Realnie to dwa, trzy wieczory.
I jeszcze jedno, o czym mało kto myśli: przepisywanie ręczne wprowadza błędy. Jedna cyfra w numerze telefonu i przypomnienie o wizycie leci w próżnię. Przy stu rekordach i typowym poziomie pomyłek przy przepisywaniu mówimy o kilku Klientkach, do których po prostu nie dodzwonisz się nigdy więcej.
Jak się to zwykle obchodzi — i dlaczego to nie działa
Sposób pierwszy: przepisuję tylko stałe Klientki. Brzmi rozsądnie, ale to właśnie te osoby, których dane już znasz na pamięć. Wartość bazy leży w tym drugim ogonie — w osobach, które były u Ciebie dwa razy pół roku temu i o których zapomniałaś. To one są do odzyskania.
Sposób drugi: przepisuję na bieżąco, jak przyjdą. Po roku masz połowę bazy w systemie, połowę w zeszycie i pytanie „gdzie sprawdzić?" przy każdej wizycie. Dwa źródła prawdy to gorzej niż jedno złe.
Sposób trzeci: zostaję przy zeszycie. Najczęstszy. I działa — do dnia, w którym zeszyt zamoknie, zginie albo odejdzie z pracownikiem.
Wspólny mianownik jest taki, że każdy z tych sposobów zostawia Cię z niepełną bazą: połową nazwisk, połową historii albo jednym zeszytem, na którym nie można polegać. A to właśnie baza Klientów jest tym, co w biznesie jest najcenniejsze.
Jak to wygląda w Kepili
Kepili wczytuje bazę Klientów z pliku. Nie przepisujesz niczego ręcznie.
Cały ruch ma trzy kroki:
1. Przygotuj plik. Jeśli masz już cokolwiek w arkuszu — w Excelu, w Arkuszach Google, w eksporcie ze starego systemu — jesteś w domu. Wystarczy plik CSV z kolumnami: imię i nazwisko, telefon, e-mail, notatka. Jeśli masz tylko zeszyt, to jest ten jeden wieczór, którego nie przeskoczysz: przepisujesz wszystko do arkusza. Ale robisz to tylko raz i wyrzucasz zeszyt na zawsze. Taki hurtowy import Klientów to wielokrotnie szybsze niż wprowadzanie rekord po rekordzie każdego Klienta pojedynczo.
2. Wgraj i sprawdź podgląd. Kepili pokazuje, co odczytał, zanim cokolwiek zapisze. To jest ten moment, w którym wyłapujesz, że kolumna z telefonem wjechała nie tam, gdzie trzeba, albo że w pliku siedzi pusty wiersz. Poprawiasz plik, wgrywasz jeszcze raz. Bez konsekwencji.
3. Zapisz. Baza jest w środku. Od tej chwili wyszukiwarka znajduje Twoją Klientkę po nazwisku albo po numerze telefonu, a każda kolejna wizyta dopisuje się do historii w jej profilu.
Co zyskujesz od pierwszego dnia
Po wgraniu bazy każda osoba ma swój profil, który od razu zaczyna pracować:
- historia wizyt — co, kiedy, u kogo i za ile,
- notatki — że woli poranne godziny, że pyta o termin z wyprzedzeniem,
- przeciwwskazania i uczulenia — w osobnym polu, nie na marginesie strony,
- zgody z podpisem — składane na ekranie telefonu, z gotowym PDF-em w profilu.
I rzecz, którą docenisz dopiero po kilku miesiącach: raport utraconych Klientów. Gotowa lista osób, które dawno u Ciebie nie były, razem z tym, co ostatnio u Ciebie robiły. Z zeszytu takiej listy nie wyciągniesz, bo trzeba by przewertować rok wstecz i pamiętać wszystkie nazwiska naraz.
Plan na weekend
Jeśli chcesz to zamknąć w jeden weekend:
Piątek wieczór — plik. Otwórz arkusz i przepisz zeszyt: jedna osoba, jeden wiersz. Nie porządkuj, nie poprawiaj, nie zastanawiaj się nad notatkami. Samo wklepywanie — i to jedyny wysiłek w całej operacji.
Sobota rano — import. Załóż konto, wgraj plik, sprawdź podgląd, zapisz. Kwadrans.
Sobota — reszta konfiguracji. Dodaj usługi z cenami i czasem trwania, utwórz konta pracowników, ustaw metody płatności. Kreator przy zakładaniu konta przeprowadza przez to po kolei, więc nie musisz zgadywać, od czego zacząć i co zrobić następne.
Poniedziałek — zaczynasz pracę na nowym systemie. Zeszyt zostaje w szufladzie jako archiwalna kopia danych i wspomnienie zamierzchłych czasów pracy ręcznej. Od teraz już nigdy do niego nie zajrzysz.
Czego się nie bać
„A jeśli plik będzie źle zrobiony?" — Zobaczysz to w podglądzie przed zapisem. Poprawiasz i wgrywasz ponownie.
„A jeśli się rozmyślę?" — Swoje dane pobierzesz z Kepili w każdej chwili, jednym plikiem: bazę Klientów, historię wizyt i dokumenty. W dowolnym momencie możesz zrezygnować.
„A jeśli nie mam nawet zeszytu, tylko kontakty w telefonie?" — Do założenia profilu Klienta w bazie wystarczy jego imię i nazwisko oraz numer telefonu. Resztę informacji możesz uzupełnić podczas kolejnej wizyty, pierwszej obsługiwanej w pełni przez Kepili.
Największa różnica zmiany systemu prowadzenia bazy Klientów to nie abonament. To sposób, w jaki budujesz, usprawniasz i ulepszasz swoją elektroniczną bazę, której nie chcesz stracić.
Załóż konto i przez 30 dni korzystaj z pełnej wersji Biznes — bez limitów, bez skomplikowanej umowy i bez podawania karty. Wgraj swoją bazę pierwszego dnia i zobacz, jak wygląda praca, gdy wszystko jest w jednym miejscu.
Sprawdź Kepili na własnym biznesie. 30 dni pełnej wersji Biznes, bez limitów i bez podawania karty.
Zacznij 30 dni bezpłatnie